 |
 |
| Podgrzewacz wody Sigmar Compact |  | Podgrzewacz do wody słodkiej/gospodarczej, zasilany z systemu chłodzenia silnika lub grzałką 230 V o mocy 800 W. Zbiornik ze stali nierdzewnej AISI 316 (A4), izolacja z wstrzykniętej pianki poliuretanowej, obudowa plastykowa z uchwytami, całość odporna na korozję. Wbudowany termostat i zawór bezpieczeństwa. Podgrzewacz może być montowany pionowo, poziomo lub pod kątem.
Woda, paliwo, prąd, światło/Instalacje wody i paliwa | |
|
 |
 |
 |
 |
Obecnie jest 25 gosci i 0 klubowiczów online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Zarejestruj się klikając tutaj. |
|
 |
 |
| |
 |
Wysłane przez jkijewski ; Niedziela, 2003, październik 26 @ 13:03:42 CET
Autor: jacek |
|
 |
 |
 |
Ponieważ poprzedni artykuł z konferencji Bezpieczeństwo w Jachtingu (z 2002 roku) cieszył się sporym zainteresowaniem, a i ponieważ jesień to dobra pora, żeby sobie na spokojnie przeczytać tego rodzaju opracowania - tym razem publikujemy artykuł Adama Woźniaka pt. "Duża fala, mały jacht, czyli jak to na Bałtyku ładnie".
Żegluga małymi jachtami po Bałtyku staje się coraz popularniejsza. Na morze wychodzą i konstrukcje śródlądowe. I bardzo dobrze, pod warunkiem, że skipperzy tych jachtów znają zagrożenia i potrafią ich unikać. Dlatego też każdy powinien przeczytać (klikając więcej) to opracowanie. Adam Woźniak opisuje temat wyczerpująco, popularnie, ale i z naukowym podejściem, ilustrując przykładami z życia, a raczej z Izb Morskich.
Jak zaznaczyliśmy, referat ten był opublikowany na konferencji Bezpieczeństwo w Jachtingu, organizowanej przez PZŻ i umieszczamy go za zgodą organizatorów.
A teraz klikajcie "więcej"
Adam Woźniak
DUŻA FALA MAŁY JACHT, CZYLI JAK TO NA
BAŁTYKU ŁADNIE...
Zacznijmy od jachtu. Chodzi oczywicie o jacht morski. Wg PRS jacht morski to statek
o napędzie żaglowym i/lub motorowym, przystosowany do żeglugi morskiej, przeznaczony do
celów turystycznych, rekreacyjnych, wyczynowych, szkoleniowych oraz wychowawczych..
Przystosowanie do żeglugi morskiej to wg PRS zapewnienie załodze minimum warunków
bytowych w zamkniętym pomieszczeniu, w tym: miejsc sypialnych, miejsc siedzących,
możliwości przygotowania gorących posiłków podczas żeglugi.
Co to jest sztorm? Wg A. Colesa Żeglowanie w warunkach sztormowych, gale jest to
wiatr o redniej sile 8°B utrzymujący się co najmniej godzinę.
Czy sztorm wiejący od położonego 2 kable na wiatr brzegu stwarza warunki sztormowe, czy
wypadałoby jeszcze uwzględnić stan morza? pewnie tak. Czy wysoki stan morza przy słabym
wietrze to warunki sztormowe? może nie, ale w pobliżu brzegu na pewno coś bardzo
niebezpiecznego.
Czy warunki bytowe, jakie ma zabezpieczyć jacht morski, są do precyzyjnego określenia? No,
przyjmijmy, że jacht kabinowy, do którego (przy podniesionym mieczu) można wsadzić tylko
głowę, nie spełnia żadnego z tych warunków.
Jachty to statki generalnie małe. Zasadne jest ich podzielenie dodatkowo na małe i duże, co
ma oczywiste odbicie w walorach nawigacyjnych i dzielności morskiej. Taki podział uzasadniają
wyniki prac specjalnej komisji badającej skutki pamiętnego sztormu pod Fastnet w sierpniu 1979 roku. Stwierdziła ona jednoznacznie, że jachty najmniejsze odnotowały parokrotnie wyższą wywrotnoć w stosunku do największych. Przewróciły się, ale wstały, powiecie. Niestety, nie ma tak dobrze. Oto inne wnioski z tych regat. Ofiary w ludziach odnotowano tylko w trzech najmniejszych (z sześciu) klasach, z których zresztą ukończyło po najwyżej 10% jachtów. Startujące jachty miały od ok. 6 do ponad 20 m w linii wodnej, było ich ze 200, a ludzi zginęło 15.W wietle takich faktów można utrzymać twierdzenie, że małe jest być może piękne, ale trochę chyba niebezpieczne, w każdym razie na dużej fali.
BAŁTYK
Znaczna częć informacji pochodzi z Locji 502, przygotowanej dawno temu przez Biuro
Hydrograficzne MW, niewydanej drukiem, znanej mi w maszynopisie.
Bałtyk bywa dzielony różnie. Od zachodu ciągnie się obszar przejciowy, zaliczany do Bałtyku,
albo i nie. Jest tu Skagerrak, Kattegat i Morze Bełtów (tylko bez głupich skojarzeń). Czasem to wszystko nazywa się Cieninami Duńskimi. Bałtyk Właściwy dzieli się na Południowy i Środkowy. Dalej na północ mamy Zatoki Ryską, Fińską i Botnicką. Ponieważ wiadomo, że rejonem największej liczby wypadków polskich jachtów jest Bałtyk Południowy, akwenowi temu wypada powięcić najwięcej uwagi.
Składa się na niego strefa przedcieśninowa, zwana czasem Głębią Arkońską, z kolejną głębią
łączy ją cienina Bornholmsgat, a na południe od Bornholmu oddzielają ławice: Odrzana, Orla,
i Ronne. Basen Bornholmski z Głębią Bornholmską sięgającą 97 m ciągnie się do progu
wyznaczonego przez Ławicę Słupską, Ławicę rodkową i południowy cypel Olandii. Kolejnym
zagłębieniem, sięgającym do 94 m, jest Rynna Słupska, rozdzielająca ławice Słupską i rodkową.
Kolejny basen to centralna i najgłębsza częć Bałtyku rodkowego, Głębia Gotlandzka
przechodząca na południu w Głębię Gdańską z największą na Bałtyku Południowym głębokocią
- 118 m.
Jak widać, jest to rejon relatywnie płytki, ale też silnie zróżnicowany pod względem
batymetrycznym. Występowanie na całym obszarze przemiennie głębi i ławic decyduje
o przebiegu głównych tras żeglugowych, nie przeszkadza natomiast małym jednostkom, w tym jachtom. Wpływ tego zróżnicowania jest natomiast odczuwalny przez transformację fal
sztormowych, co odbija się z kolei na warunkach nawigacji.
Obraz brzegów jest również zróżnicowany. Najdłuższe odcinki, w tym większość polskiego
wybrzeża, to wyrównane akumulacyjno - abrazyjne, wyrównane akumulacyjne i lagunowe. Ich
charakter nie pozwala na bardzo bliską żeglugę i stanowi o niewielkiej ilości naturalnych portów.
Natomiast w większości jest przyjazny jachtom w przypadku sztrandowania, o czym wiadczą
zbadane przeze mnie pod tym kątem wypadki polskich jachtów. Specyfiką wybrzeży tego typu są rewy, równoległe do brzegu pasy mielizn obecne prawie wszędzie i rzadko pojedynczo. Ich występowanie poważnie zmienia warunki ruchu wody w strefie brzegowej, dotyczy to zarówno fali przybojowej, jak i wywołanego przez jej cinienie prądu podłużnego.
Odcinki wybrzeży innych typów, których przedpola usiane są grubym materiałem skalnym,
stwarzają poważne ryzyko uszkodzeń w przypadku wejcia na mieliznę lub sztrandowania. Typy
te występują na Bałtyku Południowym znacznie rzadziej. Spore odcinki wybrzeży są poważnie
zmienione przez człowieka, głównie przez uzbrojenie budowlami hydrotechnicznymi o różnym
charakterze i przeznaczeniu. Wszystkie te urządzenia, skupione szczególnie często w okolicach portów, stanowią również bardzo realne zagrożenie dla jachtów.
Temperatury powietrza i wody oraz związane z nimi sezonowe zlodzenie większości
omawianego akwenu stanowią o sezonowości nawigacji na Bałtyku. Od najdawniejszych czasów była ona uwzględniana w aspekcie bezpieczeństwa żeglugi. W dobie obecnej ruch statków nie ma tak oczywistego z nią związku, poza własnie żeglugą jachtową. Dawno temu, za żeglowanie po w. Marcinie zdaje się rutynowo ucinano głowę. Później wyrazem tego było wystawianie dokumentów bezpieczeństwa na sezon żeglarski, różnie zresztą definiowany. Dopiero w ostatnich latach częć jachtów otrzymała przyzwolenie całoroczne z klauzulą poza okresem zlodzenia.
Niemniej, zimno rzutujące na przyjemność jachtingu ma duży wpływ pośredni na wypadkowość jachtów i jej skutki, co udało mi się chyba już tu i ówdzie udowodnić.
Temperatura wody latem u wybrzeży polskich jest najwyższa na Bałtyku, osiąga jednak srednie
wartości zaledwie 15-18° (maks. w Gdyni 25,5° mierzona tuż za falochronem Basenu
Żeglarskiego).
Atrakcją lata na naszym wybrzeżu są nieuchwytne w tablicach przypadki napłynięcia pod
plażę cholernie zimnych (np. 7°C) wód z głębi. Zdarza się to przy słonecznej, upalnej pogodzie z wiatrem z południa. Na bezpieczeństwo żeglugi rzutuje w tym wypadku kilkusetmetrowy pas gęstej mgły wzdłuż plaży.
Kierunki i siła wiatru. Interesujące żeglarzy pory roku to przede wszystkim lato, w mniejszym
stopniu wiosna i jesień. Średnia prędkość wiatru latem jest niewielka i rzadko przekracza 12m/
sek. Sytuacja zmienia się prędko wraz ze schyłkiem lata, t.j. we wrześniu, kiedy maleje liczba
dni z ciszą i rośnie średnia prędkość wiatru. Sytuacja w różnych punktach akwenu wygląda różnie, ale panująca prawidłowość jest oczywista.
Co do kierunków, nie sposób nie zauważyć przewagi wiatrów z SW i W. Tylko wiosną znaczący jest dodatkowo sektor NE i E. Taki porządek rzeczy jest uwzględniany przez żeglarzy na etapie planowania podróży i ma liczne implikacje na każdym etapie rejsu, również w wyborze portów schronienia. Z kierunków SW i W, jako najczęciej występujących, przychodzą zwykle wiatry najsilniejsze, w tym sztormy.
Wspomniana wyżej Locja 502 charakteryzuje sztormy bałtyckie jako zwykle krótkie,
nieprzekraczające 12-18 godzin. Jeżeli przyjmiemy, że ich główne nasilenie ma miejsce zimą,
łatwo dociec, że letnie i wczesnojesienne są jeszcze krótsze, co powoduje niewykazywanie dni
ze sztormem na niektórych stacjach w tych miesiącach w ogóle. Najdłuższe okresy bezsztormowe latem dochodzą do 100 dób, sztormy o sile 11-12°B obejmujące całe morze zjawiają się bardzo rzadko (4 razy w ciągu 18 lat). Specyficzną sytuację stwarza natomiast występowanie w porze letniej licznych burz. Wyraźnie przy tym widać, że częciej niż inne akweny nawiedzają one Bałtyk Południowy. Z burzami wiąże się występowanie szkwałów. Chociaż A. Coles za szkwał uważa nagły wzrost prędkoci wiatru o minimum 16 w do wartości przynajmniej 22 w i trwający nie krócej niż 1 min. (jest to wzrost o 3°B do 6°B lub więcej), to z punktu widzenia bezpieczeństwa żeglugi każdy nagły i znaczny wzrost siły, połączony zresztą zwykle ze zmianą kierunku wiatru, jest groźny dla statku żaglowego. Tak zresztą uważa większoć żeglarzy i ja też. Pozostaje do określenia maksymalna długość jego trwania, która w świetle colesowskiej definicji sztormu musiałaby sięgać godziny.
Z siłą wiatru wiąże się generalnie stan morza - wielkość i charakter falowania, które obok siły
wiatru, temperatury wody i powietrza są dla żeglarza najistotniejsze. Falowanie wiatrowe Morza
Bałtyckiego zostało gruntownie przeanalizowane przez C. Paszkiewicza. Na charakter morza
pod tym względem składa się kształt akwenu w stosunku do kierunku wiatru, jego głębokość
oraz czas występowania wiatru o określonej sile i kierunku. Skoro wyżej stwierdzono, że sztormy w sezonie żeglarskim są rzadkie i krótkie, a od dawna wiadomo, że Bałtyk jest mały, można by nad tym przejć do porządku dziennego. Niestety, stan morza jest czynnikiem prawdopodobnie bezpośrednio i pośrednio najważniejszym w aspekcie bezpieczeństwa żeglugi jachtowej. Wynika to przede wszystkim z małych rozmiarów naszych statków.
Zajmijmy się zatem na chwilę falami. Nie odsyłając do fizyki, przypominam najważniejsze
parametry fali. Są to długość (L) w m, okres (T) w sek., prędkość (C) w m/sek. i wysokość (H) w m. Dla rozwiniętej fali głębokowodnej, t.j. nieczującej wpływu dna, występują między nimi zależności.
C = 1,56T
C = 1 ,2 5 * sqrt(L)
L = 1,56 T
(sqrt- pierwiastek kwadratowy)
Przy głębokości równej ok. 1/2 długości zaczyna się odczuwanie wpływu dna, a transformacja fali jest zupełnie już oczywista przy głębokości ok. 1/25 L.
Możemy w ten sposób wyróżnić falę głębokowodną, przejściową i płytkowodną. Transformacja zmienia prędkość i długość fali oraz jej kształt. Jeżeli wysokość dochodzi do 1/ 7 długości, fala zaczyna się łamać. Po prostu jej kształt przy takiej stromości nie da się utrzymać.
Ze względu na charakter falowania Bałtyk Właściwy dzieli się na dwa obszary. Część
głębokowodną na wschodzie, gdzie występują fale o największej wysokości i rejon południowy, z konfiguracją dna bardziej urozmaiconą przez występowanie wysp, ławic i głębin, na którym falowanie jest wyraźnie mniejsze. Charakter falowania na tych akwenach kompleksowo przedstawia tabela. Pominięto na niej właciwe dla opracowań tego typu barwne opisy w rubryce "Wygląd powierzchni morza", które moim zdaniem mogłyby zainteresować początkujących twórców marynistów.
Skala wyższych stanów morza opracowana dla wybranych rejonów Bałtyku (wartości
pogrubione dot. prawdopodobieństwa wystąpienia 1/1000).
Największe fale obserwuje się na Bałtyku zimą. Największe wartości elementów fali zmierzone
na Bałtyku Południowym poniżej:
4 XII 1950, Z. Gdańska, H 6 m, L 120 m, wiatr W 28 m/s, pomiar stereofoto,
1 XII 1950, Oland S. Grund, H 9 m, L 130 m, C 10 s, wiatr SW 28 m/s, pomiar stereofoto,
18 II 1962, Rozewie, H 8 m, L 156 m, C 13 s, wiatr N >20 m/s, falomierz,
21 II 1962, Ustka, H 5,5 m, L 160 m, C 11 s, wiatr NE 19 m/s, falomierz.
Rozmiary fali w sezonie żeglarskim są oczywiście w stosunku do pory zimowej średnio
mniejsze. Najczęciej występująca latem fala mieci się w przedziale 1-2 m. Wizualne oznaczenie
wysokości fali przez żeglarza - amatora jest rzeczą bardzo trudną i wyniki takich obserwacji
mogą być obarczone błędem do 30%.
Zjawiskiem komplikującym ten obraz, szczególnie z punktu widzenia położonego na małym
statku, jest transformacja fali na płyciźnie. Oceanologia za rejon płytkowodny w tym kontekście uznaje obszar o głębokości mniejszej niż 1/ 2 długości fali. Rzut oka na batymetrię Bałtyku Południowego pozwala zauważyć, że w skrajnych przypadkach niemal cały jego obszar do takich należy. Tak rozumiany rejon płytkowodny dzieli się na pas transformacji ograniczony głębokością mniejszą niż 1/ 2 długoci fali, pas przyboju zaczynający się od głębokości około 1/ 28 - 1/ 25 długości fali i pas migracji, który obejmuje częć plaży zalewanej przez wodę.
W pasie transformacji zmieniają się parametry fali, długość i prędkość fazowa maleje, a profile
stają się bardziej strome i asymetryczne aż do utraty stabilności.
W pasie przyboju elementy fali przechodzą z eliptycznego w ruch postępowo - strumieniowy, zakrelając trajektorie pętlicowe. W zależnoci od ilości rew i kąta nachylenia dna w strefie przyboju fale mogą się rozbijać kilkakrotnie, zanim osiągną strefę migracji. Jeżeli rewy są rozmyte, co zdarza się w przypadku długotrwałych sztormów, to po pierwszym załamaniu fale niosą na sobie grzywacze przez całą strefę przyboju. Życzę wam, abycie oglądali ten widoczek tylko z plaży.
W tak skomplikowanym i groźnym pejzażu zjawia się jacht zdążający do przeciętnego portu
na tym obszarze. Załoga może być na tym etapie rejsu niekoniecznie pełnosprawna, żagle
skompletowane na sztormowanie nie zabezpieczają pełnej manewrowości. Zachowanie się jachtów na fali transformowanej i przybojowej może być różne w zależności od wielkości i typu kadłuba, prędkości, kursu względem wiatru i fali. W każdym niemal przypadku występuje ryzyko głębokich przechyłów (aż do pełnego obrotu), utraty sterowności chwilowe lub stałe (awaria steru), znacznego dryfu lub myszkowania. W takich miejscach i okolicznościach zdarzają się również przypadki zmycia żeglarzy za burtę.
Coś takiego spotkało jacht Bolko 9 VIII 1978 r. Ten niezgrabny, ciężki slup długości 8,7 m
szedł z 5-osobową załogą z Darłowa, walcząc z NE sztormem. Załoga rzygała, od 24 godz. nie jedli nic ciepłego, nie słuchali komunikatów, nie malowali nic na mapie ani w dzienniku, jacht
ciekł. Kiedy minął Rozewie ukazała się kusząca perspektywa wejcia do Władysławowa. Na
foku i silniku zbliżali się z wiatrem do portu. Wiała ósemka, stan morza był 6.
Około g. 10, 20 m od główki, fala o oczywistym przybojowym charakterze położyła jacht na
l.b. Wszyscy oprócz I oficera znaleźli się za burtą. Samotny żeglarz wprowadził jacht do portu, zacumował i wszczął alarm. W groźny przybój nie mógł wyjść ratownik, ściągnięto nawet 2 śmigłowce, ale ostatecznie zebrano wypadniętych z plaży. Trzech, w tym kapitana - czwarty utonął. Jachtowi nie stało się nic. Izba Morska pomysł na wejcie do Władysławowa w tych warunkach uznała za ryzykowny.
Karif, jacht tym razem nowoczesny, długoci 6,7 m, wracał z Bornholmu do Świnoujcia.
Był 30 VIII 1995 r., wiało z N do 9°, stan morza 6-7. Jak na to, co miał w papierach, zresztą
nieważnych (do 6°B), trochę dużo. Kapitan roztropnie kazał małoletniemu synowi siedzieć
w kabinie. Szli lewym baksztagiem, zachodnią stroną toru na foku sztormowym. Około 300-350 m od główki spiętrzona, ok. 3-4 m fala położyła jacht na p.b. masztem na wodę. Złamał się przy tym top, puciły liny i maszt zwalił się na rufę. Przyczepny silnik nie zaskoczył i pomimo prób kotwiczenia Karif wysztrandował. Wcześniej kapitan wezwał pomocy, uruchomiono polsko-niemiecką akcję, ale na statki było za płytko i załoga na plażę wysiadła sama. Chyba Was to zainteresuje, że Izba Morska wcale się nie przejęła faktem, że kapitan złamał mnóstwo przepisów i ograniczeń, a pretensje miała tylko za podjęcie nadmiernego ryzyka i niewłaciwe manewry w strefie przybojowej.
Fala rosnąca przy stałej sile wiatru i znacznym rozbiegu osiąga po pewnym czasie maksimum.
Nie ma się tu jednak z czego cieszyć, bo taki porządek jest tylko teoretyczny. Otóż przy istnieniu co najmniej dwóch ciągów falowych o bardzo nieznacznie różniących się okresach, a zwykle jest ich więcej, dochodzi do nakładania się ich. Stąd wzięło się pojęcie dziewiątej fali. A
statystyka podana przez A. Colesa mówi, że na 23 fale jedna ma prawo być większa dwukrotnie, jedna na 1175 trzykrotnie i jedna na 300000 (brrr) ponad czterokrotnie. Fale takie Anglicy nazywają freak co W. Petryński przetłumaczył na potworne, w Polsce chyba kiedy nazywano je również dziadami. Oczywicie z podobnymi częstotliwościami mogą występować fale odpowiednio mniejsze od tych średnich, ale to niewielka pociecha.
Z takim potworkiem miał być może przyjemnoć Sztorman (długoci 9,5 m), kiedy fiknął
sobie przez dziób. A było to tak. 10 VIII 1978 roku jacht, żeglował przy siódemce z NNW
pełnym baksztagiem, 10 Mm na NE od Helu. Wiatr po sztormie już siadał, kiedy dokonała tego
wysoka fala od rufy. Złamał się maszt. Dwuosobowa wachta wypadła za burtę, na szczęście
byli przypięci. Wyleciały gretingi z kokpitu i achterklapa. W jachcie było ok. pół metra wody.
Wypadniętych wyciągnięto, opatrzono trzy rozbite głowy, porzucono złamany maszt, wylano
wodę. Potem wyłożono dryfkotwę, postawiono prowizoryczny dryfżagiel i wystrzelono parę serii rakiet. Ujrzał je radziecki statek, wziął na hol i doprowadził do Gdyni. Izba Morska nie dopatrzyła się winy załogi i sprawę umorzyła.
Polaris, regatowy Taurus, 10,6 m długoci wracał z Travemunde. Był ranek, 25 IX 1983 r.
Sztorm, który zaczął się z SW przeszedł na N-NW i rozwiał się w porywach do 10°B, stan morza był 5-6. Po awariach żagli i pożarze w silniku jacht wezwał pomocy, w momencie wypadku wisiał nad nim śmigłowiec, ale kapitan Franek, dla mnie kolega i autorytet, nie zamierzał opuszczać jachtu. Szli na prowizorycznym foku i silniku, utrzymując prędkość 4-5 w, sterował kapitan, szedł półwiatrem, może ostrym baksztagiem, próbując oddalić się od brzegu, a było do niego ze 2 Mm, na wysokoci ujścia Pianicy, a więc już na głębokości poniżej 20 m.
Stroma fala, ze dwa razy większa niż poprzednie, tak ze 6 m, nagle zawisła nad jachtem.
Kapitan ostrzegł załogę w kabinie i zdążył wcisnąć się pod rajzbelkę, jacht wywróciło do góry
dnem i taką pozycję utrzymywał z 10 min. Pewnie by nikt w to nie uwierzył, gdyby nie załoga
śmigłowca. Potem wstał, ale z mocno zalanym wnętrzem, i po chwili poszedł dziobem na dno.
Śmigłowiec i statki ratownicze zrobiły swoje, niestety, jeden z żeglarzy podnoszony do góry
odpadł i już nie wypłynął. Izba Morska najbardziej interesowała się faktem wywrócenia, jakby
nie było balastowego jachtu. Niestety wiadomo, że współczesne konstrukcje mogą robić takie
sztuki. Kapitanowi i armatorowi wytknięto zły stan żagli.
Tego samego dnia, w tym samym sztormie, szedł na zachód, w celach stażowo - szkoleniowych Tadeusz, Carter30. O 4 rano, 2 Mm na N od Rozewia fala zmyła żeglarkę. Tym razem kapitan ograniczył akcję do wystrzelenia paru rakiet (miał ich więcej) i zawrócił na Zatokę. O wypadku powiadomił 10 godzin później, już w Gdańsku.
Inne jeszcze problemy stwarza fala odbita, inne refrakcja. Są to okoliczności większości znanych mi wypadków naszych jachtów.
Jaki z tego morał? Mylę że jeden, ale dobry: słuchać prognoz i starać się unikać takich
atrakcji. A. Coles opisując żeglowanie w sztormie sumituje się, że pisze tylko o regatach, bo
przecież jako szanujący się turysta zawsze unikał sztormów - a zaczynał żeglować jeszcze przed wojną, drugą wiatową, a nie tą w Zatoce Perskiej.
Czynniki anemobaryczne wywołują nieregularne, krótkotrwałe oscylacje stanów wody. Na
ich przebieg ma również wpływ konfiguracja dna i linii brzegowej, zatem prognozowanie ich
jest bardzo trudne i żegluga na akwenach przybrzeżnych odbywa się w zasadzie w warunkach
braku informacji o stanie wody. Te, które są, dotyczą raczej ostrzegania przed wysokimi stanami wody, mogącymi spowodować zagrożenie powodziowe. Wahania te są jednakowoż znaczne, najniższy odnotowany w Świnoujciu stan to -1,34 m, najwyższy +1,96 m. We Władysławowie, Helu i Bałtijsku wartości te wahają się od -1 m do +1,3 m. Jacht żeglujący po relatywnie płytkiej wodzie jest zatem narażony na skutki niesygnalizowanych, praktycznie niemożliwych do przewidzenia spadków poziomu wody. Zachowanie zgodnej ze zwykłą praktyką morską ostrożności problemy takie w zasadzie eliminuje, ale sonda ręczna należała i należy na naszych jachtach do najrzadziej wykorzystywanego wyposażenia.
Prądy morskie na Bałtyku tworzą schemat wysoce niestabilny i często naruszany przez wiatry. Wg Locji 502 niemożliwe jest przedstawienie ogólnych reguł umożliwiających ich
przewidywanie i z tego powodu podczas żeglugi w pobliżu przeszkód nawigacyjnych, w wąskich przejściach, cieśninach, w sąsiedztwie wybiegających w morze półwyspów i przylądków należy kierować się zasadami dobrej praktyki morskiej, a parametry prądu określać i kontrolować metodami nawigacyjnymi. Skrajne notowane prędkości prądu w Cieśninach Duńskich, ale i w Kalmarsundzie wynosiły do 5 w, na Bałtyku Właściwym może jednak dochodzić do przekroczenia wartoci 2 w. Osobnym tematem są prądy wywołane ciśnieniem fali podchodzącej ukośnie do brzegu. Spotykają się z nimi jachty nawigujące w strefie przyboju - bądź to podchodząc do małych portów, bądź w sytuacjach awaryjnych. Prądy takie ulegają zmianom prędkości pod wpływem występujących rew i rowów (zagłębienia między rewami). Prognozowanie ich wobec zmienności konfiguracji tych form jest również bardzo trudne.
Widzialność na Bałtyku Właściwym Locja 502 określa latem jako dobrą lub b.dobrą (pow.
5 Mm) przez ponad 80% czasu od maja do września, słabą - 3-4%, występowanie mgieł w tym okresie na 1-2%.
Charakterystyczna dla Bałtyku Południowego jest wartość deklinacji zbliżona do 0 i podlegająca niewielkim zmianom. Rzutuje to na bagatelizowanie, a nawet pomijanie zjawiska, szczególnie na mniejszych jachtach, na których kompasy miewają oznakowanie co 2-5. Obraz komplikuje się w rejonach licznych na Bałtyku anomalii magnetycznych. Odnotowuje się również nieregularne zmiany magnetyzmu, które pod nazwą burz magnetycznych mogą trwać od kilku godzin do kilku dób, osiągając nawet do 7°E. Mając wpływ na główny, a często jedyny przyrząd nawigacyjny na jachcie czynnik ten niewątpliwie rzutuje na bezpieczeństwo żeglugi. |
|
 |
 |
| |
| "Duża fala, mały jacht..." | Logowanie / Nowe konto | 6 komentarzys | |
|
| Za treść komentarzy nie odpowiadamy - są własnością wysyłających |
Re: Duża fala, mały jacht... Wysłane przez: Czytelnik nie podał nazwiska ; Wtorek, 2003, październik 28 @ 12:21:52 CET | | Wobec tego jak wygląda bezpieczństwo żeglugi na małych jachtach 5m dł i 10 m2 żagla w strefie 2 Mm ? |
[ No Comments Allowed for Anonymous, please register ]
Re: Duża fala, mały jacht... Wysłane przez: Czytelnik nie podał nazwiska ; Wtorek, 2005, marzec 08 @ 10:01:10 CET | | jakies przepisy w omedze czy jest jeszcze podzial na ostrudy i sportowe dlaczego nie ma ustalonej wagi w ostrudzie |
[ No Comments Allowed for Anonymous, please register ]
|